Czy naprawdę żyjesz?

5/21/2017















Pomijając mój ostatni chwilowo gorszy stan (o czym pisałam w ostatnim wpisie), generalnie od jakiegoś 1,5 roku odczuwam, że naprawdę jestem we właściwym miejscu w swoim życiu. Wiele mi zajęło, aby dotrzeć do takiego etapu, ale z pewnością było warto. 

Mam wrażenie, że kiedyś po prostu sobie istniałam i nie czułam, że tak naprawdę żyję. Wszystko robiłam w pewien sposób automatycznie i z przyzwyczajenia. Każdy mój dzień wyglądał tak samo, a ja choć od zawsze miałam jakieś wewnętrzne poczucie, że chcę od życia czegoś więcej, nic nie robiłam w tym kierunku. 
Wstawałam rano, codziennie jadłam to samo na śniadanie, szłam do szkoły, wracałam i na ogół zasiadałam przed telewizorem albo laptopem i zajmowałam się pierdołami, które nic nie wnosiły do mojego życia. Miałam marzenia i pragnienia, ale nigdy nie szłam w kierunku ich realizacji. Po prostu zostawiałam je w sferze marzeń i nawet nie próbowałam ich spełniać. W zasadzie było mi wygodnie tak jak jest i nie chciało mi się niczego zmieniać. 

W szkole średniej zaczęła się moja przygoda z aktywnym stylem życia i tak naprawdę dopiero wtedy zyskałam jakąś pasję. Wcześniej w zasadzie nie miałam żadnych szczególnych zainteresowań, którym mogłam poświęcać czas. Sport dał mi naprawdę wiele. Nie tylko stałam się bardziej sprawna, ale również wtedy zaczęła się moja praca nad sobą. Dotarło do mnie, że nie chcę żyć tak jak wiele osób w moim otoczeniu. Nikomu niczego nie umniejszam, ale po prostu chciałam czegoś więcej. Chodzenie przez wiele lat do tej samej pracy, której się nie lubi, brak pasji, nierobienie nic w kierunku realizacji siebie i swoich marzeń. Znam mnóstwo takich ludzi, którzy po prostu nie chcą nic zmieniać, podejmować najmniejszego ryzyka, tkwią cały czas w tym samym miejscu i tylko narzekają dookoła jakie to ich życie jest okropne. 

Mam wrażenie, że wiele osób zapomniało, że życie to nie tylko praca, dom, rodzina czy zmaganie się z problemami. Oczywiście, że są to nieodłączne elementy naszego życia, ale według mnie trzeba starać się mieć z niego coś więcej niż tylko to. Trzeba się zastanowić czy taki monotonny tryb spędzania dosłownie każdego dnia to nadal życie czy może już jakaś wegetacja? ;) Nie powinna w nas zamierać radość z każdej przeżytej chwili. 

Pracowałam nad sobą parę lat i teraz mogę powiedzieć, że wypracowałam to, co chciałam. Nie narzekam, że coś w moim życiu jest nie tak, tylko działam i próbuję to zmienić. Realizuję swoje plany i marzenia, robię to, co chcę i nie boję się zaryzykować, by osiągnąć cel. Wyszłam ze swojej strefy komfortu. Nauczyłam się doceniać małe rzeczy i czerpię radość z życia codziennego. Jakkolwiek niektórym może wydawać się to banalne czy głupie, ja dzięki temu czuję, że naprawdę żyję. Czuję, że moje życie jest piękne i coś warte i staram się czerpać z niego garściami. Nie po to się urodziłam, aby przejść przez nie ot tak i nic z tego nie mieć, a na dodatek być wiecznie niezadowoloną. Chcę na starość czuć się spełniona i wiedzieć, że zrobiłam wszystko, czego pragnęłam, zamiast mieć do siebie żal za to, że moje życie nie wyglądało tak jak chciałam, a ja nie zrobiłam nic, aby to zmienić. 

Mam nadzieję, że Wy również czujecie w sobie pełnię życia :)

3 komentarze

  1. Dokładnie, świetny artykuł - bo pełnie życia trzeba naprawdę poczuć. Ja dopiero uczę się korzystać z życia, czytam książki które mi w tym pomagają, ale wiem, że wszystko zaczyna się we własnej głowie. "Zycie jest piękne, tylko ludzie to".

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy jesteśmy młodsi to spędzanie czasu na pierdołach nie jest przez nas postrzegane jako strata czasu, to przychodzi z wiekiem i dojrzałością.
    Świetne przemyślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę, każdy z nas powinien dochodzić do takiego etapu - im szybciej, tym lepiej. Współczuję wszystkim tym, którzy żyją i jednego dnia od drugiego nie potrafią odróżnić. Spędzenie wieczorów przed laptopem lub telewizorem - największy pożeracz energii i czasu i wywoływacz poczucia winy.

    OdpowiedzUsuń

Instagram

FACEBOOK

Obserwatorzy